sobota, 10 września 2016

Upał daje się we znaki - u mnie święta tuż tuż :)))

Na zewnątrz prawie 30 stopni, rozpływam się jak masło na patelni i chyba właśnie ta tęsknota za odrobiną chłodu podświadomie pchnęła mnie do skorzystania z tkanin zimowo-świątecznych już w sierpniu :)))



Od dawna chodził mi po głowie motyw "plus quilt". Nie wiedziałam tylko kiedy i jak, ale czułam, że kiedyś na pewno... Tak więc jest - zupełnie niepotrzebnie, bo tak na dobrą sprawę - po co komu quilt na max miesiąc czasu w roku. Powiedzmy jednak, że potrzeba tworzenia była tak silna, że nie mogłam się jej oprzeć i dla samej przyjemności postanowiłam ulec :)


W chwili obecnej wszystkie plusy są już pozszywane. Otrzymałam niewielki kwadrat, bo mimo użycia 121 plusów - całość ma wymiar zaledwie 95 x 95 cm. Czas więc na obramowanie aby dodać kocykowi nieco powierzchni i szczerze powiedziawszy nie mogę się teraz zdecydować - ciemne tło czy jasne. Biel lub beż były by ładniejsze, ale zdecydowanie mniej praktyczne. Ze względu na niewielkie wymiary kocyk będzie odpowiedni dla dziecka, a dziecko + "biały plus quilt" = katastrofa :) Chodzi mi po głowie jakaś czekolada, albo ciemna zieleń ale średnio to widzę. I tak z powodu niezdecydowania od dwóch tygodni mam świąteczny klimat na tapecie i zero decyzji.....
Może do grudnia zdążę :)) Tak sobie postanowiłam - w tym roku nie zostawię prezentów na ostatnią chwilę - zaczynam już teraz!!

I jeszcze jeden nierozwiązany dylemat - podszywać tradycyjną bawełną, czy może ultra miękkim minky - no bo skoro ma być przytulnie, cieplutko to może jednak minky, ale jak pomyśle o nerwach jakie mnie czekają w starciu z tym materiałem - mam wątpliwości...
Pomóżcie!! Może macie jakieś swoje patenty na tą dzianinę - oczywiście poza trylionami szpilek :)
K.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Jego Wysokość - Poddupnik II

Ostatnio, yhm - już prawie od roku, czyli tak jak mówię - OSTATNIO :) coraz mniej piszę, chociaż wcale nie mniej szyję. Jednak jakoś słowa nie chcą mi się układać w całość. A wychodzę z założenia, że jak nie mam nic do powiedzenia, to lepiej bym się nie odzywała, niż plotła dyrdymały :))) I stąd ta głucha cisza w eterze... Bo mimo wszystko trochę mi tak dziwnie wrzucać na bloga same zdjęcia bez kszty komentarza.

Tak czy inczej - dziś suchy post ze zdjęciami. Niechaj obrazy mówią same za siebie - że tak to górnolotnie określę.



Quilt, a docelowo poddupnik II.
Połączone tkaniny Riley Blake z kolekcji: Cottage Garden, La Vie Boheme, Floribella, Halle Rose, Kensington i być może jeszcze pare innych.
Cud, miód i eksplozja kolorów.
























Totalny free style w tworzeniu tzn prostokąty różnej szerokości połączone w pasy, które po zszyciu trzech rzędów dały taki kwiatowy efekt. Efekt godny niejednej pupy, przyznacie :)


Mistrzem pikowania to ja póki co nie jestem, zatem i tym razem jedno z najprostszych możliwych - w krateczkę vichy, diamenty czy po prostu romby.


 

Zdjęć na sofie w docelowym miejscu nie mam, bo poddupnik cieszy nie moje pośladki, powędrował w świat. Niechaj dobrze służy!


A teraz weno przybywaj! 
K.


wtorek, 19 lipca 2016

Economy block z futerkowym charrrakterem

Znacie te słowa: czasami człowiek musi, inaczej się udusi?
A poczuliście to kiedyś na własnej skórze - żeby nie powiedzieć gardle? :) I to trzykrotnie w przeciągu dwóch tygodni??

Często tak bywa ze mną i moimi szyciowymi poczynaniami. Przychodzi taki moment, myśl, potrzeba i BACH! kolejna poduszka uszyta. Te dla dzieci szyje mi się z lekkością i sprawiają najwięcej radości (na szczęście nie tylko mnie). Nie wiem, czy wynika to z faktu, iż w moich tkaninowych zasobach tych z motywem dziecięcym mam najwięcej, czy też najłatwiej jest mi sprostać oczekiwaniom i gustom najmłodszych, bo im się z założenia raczej wszystko podoba? :)))


Bez wdawania się w zbędną dyskusję - prezentuję kocią poduszkę, którą uszyłam dla pewnej 6-letniej miłośniczki czworonożnych futerkowców. Aby nie poczuła niedosytu - jest ich tam aż 9!! - każdy inny i każdy równie charrrakterny :)
Ponownie wykorzystałam economy block (tak jak TU), bo jak już kiedyś wspominałam - poważnie uzależnia i co jakiś czas trzeba do niego wrócić. A jak trzeba to trzeba - sami rozumiecie.


Poducha ma wymiar 40 x 40 cm, z tyłu wykańcza ją mięciutkie minky - podobno najlepsze do przytulania (tak twierdzi nowa właścicielka)! Obdarowana zadowolona, to i ja czuję satysfakcję.


W dodatku poducha wpisuje się kolorystycznie w temat letniej zabawy Hello Sunshine u Gosi QuiltsMyWay, więc i ja dołączam. A co, czasami człowiek musi :)
Grono uczestników jest na tyle zacne, że czynię to z ogromną przyjemnością!

 

K.





piątek, 5 lutego 2016

Wcale nie tak różowo.

Zbieram się z zamiarem przerwania tej ciszy w eterze, ale im bardziej chcę, tym bardziej mi nie wychodzi... Pomyślałam - muszę sobie przypomnieć jakie to przyjemne i motywujące uczucie, gdy ktoś połechce miłym komentarzem czy też szepnie życzliwe słowo. Po wielu zawirowaniach losu, niemocy i niewiary - tego mi teraz egoistycznie potrzeba :)



Poduszka powstała jeszcze pod koniec 2015 roku. Zasadniczo to nic skomplikowanego - pozszywane kwadraty i najprostsze z możliwych pikowanie. Tym razem delektowałam się samym wyborem tkanin. Trochę jakby na przekór temu, co zawsze słyszałam, jakoby "kolor różowy gryzł się z czerwonym"!
Nic bardziej mylnego.



Chociaż jest tu dużo odcieni czerwieni i różu - żadnej z nich zęby nie urosły :)
I mimo sporej różnicy w wielkości wzorów, a także mnogości deseni - od kwiatków począwszy na paskach skończywszy - konsekwentnie trzymałam się założonego planu - miało być różowo i dziewczęco.
Chyba się udało?


Na tył wykorzystałam milutkie blado-różowe minky. Tak tak, na tym punkcie przepadłam i ja :))) Ale jak chodzi o możliwość przytulenia się - nie znajduję nic bardziej miziastego i przyjemnego w dotyku! Oczywiście wśród materii nieożywionej - zwierząt i grzecznych dzieci (jeżeli w ogóle takie istnieją :) ) nie uwzględniam w tym porównaniu...



Poducha zapinana jest na zamek kryty, co także jest osiągnięciem godnym odnotowania po tym, jak kupiłam sobie do tego celu specjalną stopkę (zwaną stopką do wszywania zamka krytego; eureka!) Takie małe, a tak cieszy :)
I oby tych powodów do radości było w najbliższym czasie jak najwięcej - nawet tych malutkich! Czego sobie i Wam życzę!
 
K.



czwartek, 17 września 2015

Ssssama ssssłodycz

Ja zdecydowanie nie podążam za trendami :) Zwyczaj jest taki, aby przygotowywać sobie listę postanowień noworocznych. Że od Nowego Roku niby wszystko się zmieni, złapie rumieńców, zacznie nam się chcieć i w ogóle to będzie lepiej. U mnie wszystko miało się zacząć we wrześniu. Fiu, fiu - jakie to ja plany miałam... !!
Wakacje rozleniwiają - nawet nie próbowałam się łudzić że cokolwiek uda mi się zdziałać w te upalne dni. Ale zaraz po wakacjach - naładowana pozytywną energią, siłami witalnymi - miałam znaleźć czas na wszystko! Na obowiązki i przyjemności, na zadbanie o siebie i nie tylko, na naukę, na sport - tak dla zdrowia. I wreszcie na odrobienie się z zaległości... Taaaaa.....

Jak wygląda rzeczywistość nie będę pisała, co by się nie pozbywać resztek nadziei, wszak wrzesień jest przecież długi - ma całe 30 dni, a dziś jest zaledwie 17 :))))) Mam jeszcze szansę na poprawę i tej myśli się trzymam! Ale na wszelki wypadek nie pytajcie, czy w nią wierzę.

W połowie wakacji udało mi się uszyć coś patchworkowego. W podziękowaniu za wspaniałą niespodziankę, jaką zostałam obdarowana - uszyłam poduszkę.


Kwiecistą, dziewczęcą....


Na szczęście....


 I z niespodzianką....




Już dawno nie było u mnie tak słodko :) 

Dane techniczne:
wymiar poduchy - około 45 x 45 cm, zamykana na zamek
pikowanie - metodą quilt-as-you-go 
tkanina z domkiem oraz tkanina w kwiatuszki z ostatniego zdjęcia pochodzą z kolekcji Enchant od Riley Blake
zielono-musztardowa Kona Kaufmana to kolor Wasabi;

O tutorialu na opaskę myślę usilnie. Będzie. Na pewno :)
K.


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Opaska w stylu pin-up girl - metoda kopiuj - wklej :)














Obiecałam, że kolejny post będzie patchworkowy. Miał być, naprawdę :)

Dla niepoznaki zatem tylko parę zdjęć - oczywiście zupełnie nie na temat.


W weekend pewna urocza młoda dama zaprowadziła mnie do sklepu. W sklepie tym pokazała mi wątpliwej jakości (ale za to z dużym potencjałem wizualnym) opaskę na włosy. Padło pytanie, czy dam radę taką uszyć. Wzięłam opaskę do ręki, oblookałam, obczaiłam co należy i stwierdziłam, że chyba się uda. Znacie tą metodę: kopiuj - wklej?
Wiem, wiem - feee, nieładnie. Ale na szczęście to sieciówka, a nie produkt autorski, dlatego bez większych wyrzutów sumienia pokusiłam się o wykonanie. Oto moja wersja:


Od siebie dodałam urozmaicenie kolorystyczne opaski - taki niby patchwork:) Oryginalnie opaska wykonana była z jednego rodzaju materiału - na moją wersję zużyłam jeden dłuższy kawałek i dwa małe skrawki! Ot, takie przyzwyczajenie :)))))


Przyznam nieskromnie - opaska spełniła oczekiwania - jak by nie było - wymagającej nastolatki, przez co urosłam o 5 cm w górę - z dumy oczywiście. Co innego szyć dla przedszkolaków - co innego dla nastolatków. Fiu!

Gdyby ktoś był zainteresowany, to dajcie znać - mogę przygotować prosty opis, jak uszyć taką opaskę. Niestety zdjęć na modelce póki co brak, ale wierzcie na słowo - jest fajnie! :)
K.

wtorek, 21 lipca 2015

Wynalazek idealny!

Nie tak "dawno, dawno temu" podpatrzyłam u Creaturry pewien prosty, a jednocześnie niezwykle pomocny patent. Owe rozwiązanie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki likwiduje problem mam-wielbłądów, które podczas spacerów wiecznie obładowane są niezbędnymi akcesoriami swoich dzieci. Znacie to - łopatka do piasku duża, łopatka do piasku mała, sitko, grabki, wiaderko, konewka.... woda do picia, przekąska, autko, ulubiony miś.... a czasami i dwa misie :)  - bez tego ani rusz! A potem zastanawiamy się, dlaczego dzieci mają tyle energii i wciąż im mało spaceru, podczas gdy mamy ledwie powłóczą nogami... A może to tylko ja tak mam?? W każdym razie właściwym będzie użycie czasu przeszłego - MIAŁAM - teraz poszłam po rozum do głowy i uszyłam moją wersję worko-plecaka!

Cały instruktaż krok po kroku można znaleźć TU, ja na własne potrzeby nieco go zmodyfikowałam.



Do wewnątrz wszyłam podszewkę z tkaniny laminowanej. To nieco wzmocniło konstrukcję, ponieważ moi chłopcy niestety lubią ze sobą zabierać na spacery połowę pokoju, a jak powszechnie wiadomo - połowa pokoju musi ważyć swoje. Dodatkowo jak coś się PRZEZ PRZYPADEK wyleje (też znacie te "przypadki"? :) ) - wystarczy wytrzeć chusteczką / ręcznikiem i wszystko pozostaje suche i czyste! Rozwiązanie idealne!


Tunelik na sznurek wszyłam z podwójnie złożonego materiału, aby nie wytarł się zbyt szybko. I to chyba tyle zmian w stosunku do oryginału :) Creaturro - dziękuję za inspirację!!

W sierpniu wybieramy się na wakacje - worko-plecak będzie jak znalazł. Starszy potomek dźwigając zabawki na plażę zbuduje muskulaturę przed pierwszym dniem w nowej szkole. We wrześniu natomiast worko-plecak posłuży jako worek na pantofle do przedszkola dla młodszej dziatwy. Ha!! Cóż za chytry plan - podwójne życie worko-plecaka :)

Tymczasem testy w terenie wyglądały następująco:


Czujne oko wypatrzy drugi worko-plecak - wersję raczej dziewczęcą "kocio-kwiecistą", jednak zanim udało mi się cyknąć więcej zdjęć - już trafił w ręce nowej właścicielki! Całusy dla małej Z :*

Kolejny szybki projekt - niekoniecznie patchworkowy, jednak dający równie wiele satysfakcji. Następny będzie bardziej "skrawkowy" :)


* tkaninę laminowaną w urocze kropeczki można kupić TU;

K.







wtorek, 7 lipca 2015

Spójrz, złap, przytul, możesz mnie nawet wymemłać - w skrócie kostka sensoryczna dla maluszka

Od jakiegoś czasu nie pocięłam ani jednej tkaniny z pełnego FQ, przerabiam same ścinki. Nie specjalnie się tym martwię, wręcz przeciwnie - kupka topnieje, a tym samym robi się miejsce na kolejne tkaninowe zdobycze! Pomysłów nie brakuje :) Ostatnio też pojawił się na świecie pewien Mały Człowiek, który generuje wieeeele potrzeb - na moje szczęście - także tych szyciowych! Mogę wypróbować projekty, na które moi chłopcy są już zbyt "dorośli", a których nigdy wcześniej nie miałam okazji popełnić. To jeden z nich - ultrakolorowa kostka sensoryczna.


Miała być po pierwsze - widoczna. Wybrałam tkaniny w kontrastowych kolorach (biały/czarny), kolorowe - żywe odcienie, duże wzory.

Po drugie - miała zawierać uchwyty, zaczepy i inne elementy, za które można złapać, przekładać z łapki do łapki, czasami - co niezbędne - także wypuszczać z rączki :)))


Metki to też obowiązkowy punkt programu! Dodatkowo gryzaki i.....

.... i DINOZAUR we własnej osobie - chowany do kieszonki! - Może robić a-ku-ku, może wyjść na spacer, ale się nie zgubi bo jest bardzo przywiązany do swojego Małego Właściciela (to nic, że sznurkiem :)))) - widoczny na pierwszym zdjęciu ).


Całość jest lekka i miękka - taka w sam raz do ściskania!!

Ciotka jest z siebie dumna. Spisała się na medal :)
K.

środa, 17 czerwca 2015

Coś-niecoś czyli tyci-tyci-nic.

Chciałabym powiedzieć, że miałam dobry powód do tego, by przez ostatnie tygodnie milczeć - na przykład tak pochłonęło mnie zszywanie quiltu na podwójne małżeńskie łoże, że o całym bożym świecie zapomniałam. Niestety takiej słusznej wymówki nie mam, a przynajmniej nie tym razem.
Czas jakby przede mną uciekał, gnał na łeb na szyję, a ja wiecznie zabiegana (chyba muszę nieco poćwiczyć i nabrać kondycji, bo wstyd mieć taką zadyszkę :) ). W międzyczasie popełniłam parę drobnych projektów - takich dosłownie tyci-tyci. Coś małego, niezbyt skomplikowanego, co można uszyć w jeden wieczór, może dwa. Potrzeba twórcza zaspokojona. Tyle, że wielkiego ŁAŁ niegodna :)

Na początek - okładka na brulion.


Okładka szyta metodą quilt-as-you-go, czyli moją ulubioną. Nie wymagała pocięcia ani jednego większego kawałka tkaniny - przekopałam się za to przez stosy ścinków i resztek. Okładka jest usztywniona wyjmowaną tekturką, ładnie trzyma formę. Całkiem mi się podoba, co nie oznacza, że projekt nie wymaga pewnego dopracowania. W kolejnej wersji pokuszę się o doszycie jakiegoś mocowania - co by całość nie otwierała się nieproszona. W środku jest też miejsce, które aż się prosi o jakieś kieszonki, zakładki. Następnym razem :)


Skromnie - takie drobne coś-niecoś, tyci-tyci-nic :)))


Ściskam i tym, którzy dopingowali - serdecznie i z całego serducha dziękuję :)
K.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Crush on stash! - odsłona pierwsza

Zmiany, reorganizacja a momentami nawet rewolucja... życie. Mam takie wrażenie, że ostatnio dopada mnie wszystko po kolei. Są to zarówno dobre, jak i złe zdarzenia. Skrajnie dobre i niestety fatalne. Albo dzieje się coś, od czego głowa boli mnie jak po uderzeniu obuchem.... albo spełniają się moje marzenia - i to jedno po drugim! :) Po cichu liczę, że limit nieszczęść na ten rok już wyczerpałam, a przed nami już tylko dobre chwile. I tego się trzymajmy :)

W związku ze wspomnianymi perturbacjami - przez ostatni miesiąc nie było mnie w sieci, tzn "bywałam", ale tak nieelegancko - po cichutku i w biegu. Wybaczcie. Postaram się czym prędzej nadrobić zaległości.


I chociaż czasu jak na lekarstwo - nie byłabym sobą, gdybym jednak czegoś w międzyczasie nie uszyła.
Nie za wiele, ale jak to mówią: lepszy rydz niż nic :)))
















Tym samym oficjalnie dołączam do zabawy Crush on stash organizowanej przez niezmiennie utalentowaną Juliannę z Sewing Under Rainbow.
Julka po raz kolejny inspiruje.  Wspaniałomyślnie dzieli się z nami swoimi darmowymi wzorami do szycia metodą paper-piecing, zachęcając w ten sposób do wspólnego tworzenia. Koniecznie zajrzyjcie. Ja nie mogłam się oprzeć. Zarwałam dwie noce. I cieszę się, że to zrobiłam :)))

To dopiero początek. Docelowo wzorów ma być cztery. Jeszcze nie wiem co z nich zmajstruję, ale jestem przekonana, że będzie ciekawie.





Szczegóły techniczne:
tkaniny w kwiaty w wewnętrznej rozetce to kolekcja Apple of my eye, Riley Blake
tkanina z dziećmi to kolekcja Sidewalks, Riley Blake
tkanina zielona w liście, turkusowa i czarna w kwiaty pochodzą z kolekcji Chicopee, Free Spirit



Wzór na heksagon można ściągnąć do szycia ręcznego lub maszynowego. Ja zdecydowałam się na wersję maszynową. Muszę przyznać, że szyło się przyjemnie. Wciąż nie jestem biegła w technice pp, ale nie miałam żadnych problemów - obyło się nawet bez prucia :) Najtrudniejszy był wybór ułożenia kolorów, bo wbrew pozorom - możliwości jest dużo, a za każdym razem efekt końcowy będzie inny. Z pewnością wrócę po kolejne :))
 

Zdjęcia są, jakie są. Jednym z mniejszych nieszczęść jakie mnie ostatnio spotkały była awaria obiektywu... Zabolało (w międzyczasie wykończyłam pralkę i odkurzacz, więc to już prawo serii :) ) Ratuję się czym mogę, czyli najzwyklejszym "głupkiem". Ale jak to stwierdził mój M - lepszą jakość zdjęć mogę otrzymać robiąc zdjęcie jego komórką....Nie próbowałam, ale nie wykluczone, że w akcie desperacji jeszcze spróbuję :)))

Spokojnego tygodnia!
K.


EDIT:
Dopełniając wyzwanie - podpinam mój wybór materiałów - zestaw, który wybrałam spośród tkanin dostępnych w sklepie B-craft. Coś zupełnie dla mnie nowego, nie wiem jak to możliwe - ale fiolety póki co u mnie prawie nie gościły. W ogóle to postawiłam na dość intensywne barwy. A co :) Może ktoś się skusi. Może to będę ja przy najbliższej okazji :)


1. FreeSpirit - Anna Maria Horner - Field Study - Mind’s Eye
2. Classic Cottons USA - Solid 185 - purpurowy
3. FreeSpirit - Denyse Schmidt – Chicopee -Cross Square
4. CharmVille 9270 - Ellen Medlock
5. FreeSpirit fabrics -Valori Wells - Cocoon - Cashmere
6. Rowan - Philip Jacobs - Fall 11 - Iris and Peony
7. FreeSpirit - Joel Dewberry - Notting Hill -Frames
8. Rowan Fabrics - Brandon Mably - Babble
9. Exclusively Quilters USA - Four Seasons 8881-5



niedziela, 22 marca 2015

Szewc jednak w butach chodzi :)


Czuję się wewnętrznym zwycięzcą. Wreszcie udało mi się poskromić UFOka!! Radość i lekkość sumienia przemawia przeze mnie, naprawdę jestem z siebie dumna. Nie do końca z tego, jaką UFOk ostatecznie przybrał formę, ale z samego faktu przeobrażenia...
Prace nad tym bieżnikiem rozpoczęłam w wakacje zeszłego roku. Po nieudanym majowym wyjeździe zakończonym pobytem w szpitalu, bałam się zaryzykować następnego "wypoczynku". Dlatego w sierpniu zapakowałam chłopców i pojechaliśmy za miasto posiedzieć/pobrykać na ogródku u dziadków. Chłopcy szaleli, a ja w tym czasie relaksowałam się na leżaku z nicią i szydłem w ręce - jednym okiem spozierając na robótkę, a drugim kontrolując status (nie)połamanych rąk i nóg. Jednym słowem - udało mi się połączyć przyjemnie z pożytecznym.
Wakacje jednak minęły, a w głowie codziennie rodziły się pomysły na nowe projekty, które oczywiście "nie mogły czekać".... I tym to oto sposobem - rozpoczęta robótka została odłożona do pudła. I tylko wyrzut sumienia czasami pukał w wieko nie pozwalając zapomnieć o godzinach pracy spędzonych na dzierganiu "misternych" koronek...

Zachęcona uszyciem bieżnika, który zagościł w Deszczowym Domu (Aniu - serdeczności!!) postanowiłam dokończyć bieżnik na nasz stół. Wprawdzie na codzienny użytek się nie nadaje, bo niestety plamoodporny nie jest, ale na specjalne okazje - czemu nie. Już nie mogę powiedzieć - szewc bez butów chodzi :))))


Główki kwiatów podszyłam na prawej stronie flizeliną, po czym wywróciłam na drugą stronę - w ten sposób brzegi są podwinięte. Całość przyszyłam do materiału kordonkiem. Na tej bazie dziergałam płatki... Listki też podkleiłam flizeliną ale przestepnowałam je po wierzchu nie zabezpieczając rogów przed strzępieniem... Jeszcze nie wiem jak się to wszystko sprawdzi podczas prania, czy nic nie będzie się snuło, deformowało. W najgorszym przypadku okaże się, że bieżnik był jednorazowy.... Ups, trochę było by jednak szkoda :)))


Wymiar bieżnika: 145 x 47 cm. Do szydełkowania użyłam nici Coats. Pierwszy raz miałam okazję z nimi pracować i nie mam żadnych uwag, ale warto było zainwestować nieco więcej dla tych soczystych kolorów!


Lamówkę wykonałam z tej samej tkaniny co ostatnio. Uwielbiam ten materiał (dostępny np. TU :) ).  Materiał (100% bawełna) strukturą przypomina tkaniny AGF lub Cloud9 - splot jest równy, zwięzły, tkanina jest gładka, delikatna, nieco satynowa. Mam zakusy, by uszyć z niej bluzkę na lato - to będzie wyzwanie! Teraz mam już na czym, więc kto wie, może się uda.




I to chyba tyle w temacie. Po głowie chodzi mi pewien chytry plan na wspólną zabawę, ale potrzebuję czasu, bo dograć wszystkie szczegóły. Macie ochotę coś uszyć? ;)))))
K.


PS
EDIT:
Jeszcze jedno zdjęcie znalazłam na starym dysku - zaraz po powrocie z wakacji je cyknęłam. Dokładniej widać dziergane kwiatki - trochę się nad nimi nagłówkowałam - każdy jest inny. Dziś nie wiem czy by mi się chciało.....
Czy to znaczy, że się rozleniwiłam? Hmmm..... :))))


poniedziałek, 16 marca 2015

Nowy rozdział.

Nie od dziś wierzę, że marzenia się spełniają.
Trzeba je tylko głośno wymówić.
Nie rzadko trzeba je wytrwale powtarzać :)))
Należy być cierpliwym.
Czasami zdeterminowanym.
Pełnym wiary.

Nie warto odpuszczać... Oto dowód:


Bernina 700D.
Jest moja.
I zamierzam ją mocno eksploatować.
Niekoniecznie, przy szyciu quiltów.... :)))


To już niebawem.

A tymczasem - na tapetę wzięłam UFOka. Jednego z, bo w rękawie mam ich jeszcze trochę... :))) Projekt rozpoczęłam w wakacje 2014, ale jak to czasami bywa - zarzuciłam na jakiś czas. Teraz coś mnie drgnęło (czyżby to był wyrzut sumienia? :)))) ) i postanowiłam dokończyć co zaczęłam.
Wkrótce więcej zdjęć. Dziś tylko radosna zajawka. Mogę śmiało zareklamować - tego jeszcze u mnie nie było :)


K.